Kocham moje dzieci, zwłaszcza gdy mnie z nimi nie ma

Kadr z filmu "Roma"
Kadr z filmu "Roma"

Pierwszy raz powiedziałam to na głos, kiedy byłam sama w łazience w domu. Był wczesny wieczór i nic w wychowaniu dwójki moich dzieci w wieku ośmiu i czterech lat nie szło dobrze. Ale to było coś więcej niż tylko ciężka noc. Było to surowe i głęboko nieprzyjemne wrażenie, że takich nocy było już wiele i będzie ich jeszcze więcej. W tym momencie szczerości, w końcu to przyznałam, powstrzymując łzy: „Nienawidzę tego”.

Za drugim razem rozmawiałam o tym z mamą po wyjściu ze szkoły, jęcząc o jakiejś szczególnie frustrującej fazie, przez którą przechodziło jedno z naszych ówczesnych maluchów. „Czasami naprawdę nie lubię rodzicielstwa” — zwierzyłam się. Kocham moje dzieci. Ale rodzicielstwo? Większość z tego, co faktycznie obejmuje? Chyba tego nie lubię.

Marzę o życiu bez dzieci

W ciągu ostatnich kilku lat, w coraz większej liczbie rozmów z innymi mamami, podczas przywożenia i odbierania dzieci, w grupach na Facebooku i na czatach, wyłania się ostra prawda — rodzicielstwo jest czymś, z czego wiele kobiet nie może się cieszyć. Kilka lat temu na przyjęciu była pewna trzydziestokilkuletnia kobieta, która wyznała mi (wino zdecydowanie rozluźniło jej usta), że czasami myśli, że byłaby lepszą „fajną ciocią” dla swoich dzieci niż skrzywdzony rodzic. Chociaż, tak, kocha je każdym włóknem swojego jestestwa, ale szczerze mówiąc, po prostu nie cieszy się zbytnio z tej rodzicielskiej podróży. “To moja wina, nie ich” – powiedziała. „To po prostu normalne dzieci, ale czasami marzę o tym, jak wyglądało życie bez nich”.

Ta zaciekła, wieczna miłość jest oczywiście oczywista, ale rzeczywiste codzienne kaprysy rodzicielstwa? Przynajmniej dla mnie to trudna droga. Kiedy wspomniałam niektórym znajomym, że piszę tę historię, zobaczyłam kilka uniesionych brwi, pojawiły się także dość ciężkie pauzy. Ale inni pytali: czy nie każdy czuje się w ten sposób w pewnym momencie swojego macierzyństwa?

Udawaj, że kochasz swoje macierzyństwo

Zdecydowanie nastąpił wzrost popularności gatunku tzw. uczciwej mamy, który często pokrywa się z obrazem “złej mamy” z kieliszkiem wina, dobrodusznie zaniedbującej swoje obowiązki z niezliczonymi sarkastycznymi kontami na Twitterze i osobistościami z mediów społecznościowych, poświęconymi mniej radosnej części rodzicielstwa. Ale to wszystko jest tak ułożone… Prawda jest taka, że rodzice, którzy słusznie płaczą – wściekli, zabarykadowani w łazience i zrozpaczeni nad tym, jak przetrwamy nadchodzące dni, tygodnie i miesiące – nie nabierze się na te sztuczki.

„Rodzicielstwo jest przeważnie trudne i niewdzięczne” — mówi Ala*, mieszkająca na przedmieściach mama dwóch dziewczynek, która pracuje w domu na pełny etat. „Zwykła, powtarzalna monotonia tego wszystkiego jest dla mnie dużą częścią codzienności: pakowanie obiadów, rozpakowywanie plecaków, mycie pojemników, monitorowanie pracy w szkole. Po prostu tego nie lubię”. Nie chodzi jednak o to, że ktoś naprawdę ekscytuje się tymi obowiązkami, ale wzrost liczby postów w mediach społecznościowych i ogólne poczucie, że powinieneś przynajmniej cieszyć się tymi zadaniami opiekuńczymi, może sprawić, że rodzic poczuje się podwójnie przygnębiony.

Ciemna strona rodzicielstwa

Mimo że coraz więcej osób narzeka na rodzicielstwo w Internecie, to jednak duża część tego, co wciąż widzimy na Facebooku, to ciągła fala obrazów i słów, które zachęcają nas do pielęgnowania każdej chwili. „Ludzie zdecydowanie za mało o tym mówią” — mówi Ala. „Mam na myśli to, że na Facebooku są słodkie, cenne chwile i mamy rozmawiają o płaczu, ponieważ ich dzieci idą do przedszkola. Ja? Mówiłam: „Hura!”

Oczywiście niechęć do rodzicielstwa nie musi trwać cały czas, ale podział czasu jest zdecydowanie wypaczony w przypadku niektórych kobiet. „Kiedy nasze dzieci są słodkie, miłe i troskliwe, jest to satysfakcjonujące” — mówi Gośka*, prawniczka, która ma dwóch synów, drugoklasistę i niemowlę. Matematyka wygląda tak samo w przypadku Moniki, matki dwójki dzieci i dyrektora ds. marketingu, która niedawno wróciła do pracy po trzyletniej przerwie, podczas której była w domu z dziećmi. „Ciągle się to zmienia, ale ogólnie myślę, że mam solidne 70/30, jeśli chodzi o nielubienie rodzicielstwa” — mówi. „Nie ma to jednak nic wspólnego z tym, jak bardzo kocham moje dzieci. W rzeczywistości podtrzymuję zdanie, które kiedyś usłyszałam: „Kocham moje dzieci, zwłaszcza gdy mnie z nimi nie ma”.

Podobnie jak Ala, ona również wymienia powtarzanie rzeczy jako jedne z jej największych zabójców szczęścia. „Rodzicielstwo to dziwna mieszanka przewidywalności i nieprzewidywalności, co doprowadza mnie do szału”. To jest sprzeczne z zasadami wszystkich innych związków w twoim życiu. Czasami mogę powiedzieć mojemu dziecku, żeby położyło się spać – dodam, że o zwykłej porze snu – i pójdzie na górę bez problemu. Następnej nocy mogę zrobić to samo w tym samym czasie i to tak, jakbym zdetonowała ludzką bombę atomową”.

Nowoczesne rodzicielstwo, czyli drugi etat

Nic z tego nie jest takie zaskakujące. W rzeczywistości część tego, co może stać za tak dużym niezadowoleniem, jakie odczuwamy, to symptom, który wynika ze stanu nowoczesnego rodzicielstwa w świecie zachodnim. Pomimo większej niż kiedykolwiek liczby kobiet na rynku pracy, badania wykorzystania czasu, pokazują, że ilość czasu, jaką kobiety poświęcają na prace domowe i obowiązki związane z opieką nad dziećmi, tylko wzrosła.

Ale to nie tylko to — w końcu kobiety zawsze musiały godzić opiekę nad małymi dziećmi z zarabianiem na życie. Podczas gdy kobiety zdecydowanie ponoszą ciężar równoważenia. To sposób, w jaki jesteśmy obecnie rodzicami, różni się od tego z poprzednich pokoleń. Czujemy też dużą presję bycia szczęśliwszym rodzicem – zakładanie rodziny, prowadzenie życia i kochanie (prawie) każdej jego minuty. A jak było kiedyś? Od zajęć, pracę po prace domowe, nasi rodzice nie byli z nami tak bardzo zaangażowani. Robili dla nas o wiele mniej niż my dla naszych dzieci i z nimi. Jako rodzice zmieniliśmy nasze oczekiwania wobec siebie. Gdzieś po drodze my, jako kultura, zmieniliśmy rodzicielstwo w pracę.

Rodzicielstwo pod presją

Pędzimy bardziej niż kiedykolwiek, mając tak wiele zajęć tygodniowo. Dzisiejsze dzieci wykonują średnio od trzech do pięciu zajęć tygodniowo. Ale kiedy ja dorastałam, była to może jedna rzecz i sama jeździłam tam na rowerze. Jako rodzice wierzymy, że te zajęcia są niezbędne dla rozwoju dziecka. A potem czujemy się zestresowani (a czasem urażeni) z powodu poszukiwań kolejnych zajęć, planowania, dojazdów i niekończącego się wypełniania formularzy. Nie pomaga również fakt, że praca nie ustaje w dobie smartfonów i ciągłej łączności. Biuro podąża za tobą w domu lub jest twoim domem. Dzieli twoją uwagę i może sprawić, że jeżysz się, gdy twoje dzieci i twój e-mail dzwonią ci w uszach. Liczba rodziców, którzy wykonują część lub całość swojej pracy w domu, wciąż rośnie. Może to być dobre pod względem elastyczności miejsca pracy, ale często przekłada się na to, że rodzice próbują robić dwie rzeczy naraz i czują się tym wszystkim zmęczeni.

W przypadku Gosi jej częsta niechęć do rodzicielstwa przenosi się na inne związki. „Cały mój afekt się zmienia i myślę, że przebywanie z innymi dorosłymi sprawia, że ​​jestem oporna. Poza tym czuję się jak zła żona. Kiedy pomyślę o wszystkich wieczorach, kiedy mój mąż wracał do domu i zastawał mnie w kuchni przy przygotowywaniu kolacji. Zmaganiach przed snem oraz w tym samym kwaśnym nastroju przed pójściem spać, jak podczas wielu innych nocy.”

Późne macierzyństwo i różnica płci

Coraz więcej kobiet opóźnia macierzyństwo. Ja na przykład miałam 34 lata przy pierwszym dziecku i prawie 38, kiedy przyszło na świat drugie. I przyznaję, miałam dzięki temu interesujące doświadczenia związane z edukacją, pracą, wypoczynkiem i podróżowaniem, które zwykle dzieci ograniczają, aby zrobić miejsce na rodzicielstwo. Kolejną sprawą jest czynnik płci. Dla porównania, życie mężczyzn nie zmienia się tak bardzo jak kobiet. Ten fakt tylko zwiększa niechęć, która może gotować się pod tym wszystkim.

I to jest kolejna brutalna rzeczywistość dotycząca posiadania dzieci. Obnażają przepaść między naszymi fantazjami o rodzinie a rzeczywistością, w której nasz stary styl życia może wydawać się poza zasięgiem, a nasze oczekiwania znacznie różnią się od rzeczywistości. Może się wydawać, że musimy wybierać między długoterminową satysfakcją a chwilowym szczęściem. Spędzaniem dni na robieniu rzeczy, których nie lubimy, abyśmy mogli być ogólnie szczęśliwą rodziną. Pomimo moich silnych uczuć związanych z rodzicielstwem, nadal uważam się za szczęśliwą, ale jest to raczej szczęście retrospektywne. Nie takie, którego dowodem jest to, jak bardzo lubię to, co robię z godziny na godzinę.

Między obowiązkami a rodzicielską relacją

Obowiązki rodzicielskie. Myślę, że zawsze była to jedna z rzeczy, które były dla mnie szczególnie trudne. Wszystkie te drobiazgowe sprawy rodzicielskie mogą być do niczego. I chociaż wiem, że to część “umowy” i trzeba to zrobić, tak naprawdę nie jest to miejsce, w którym czuję się dobrze. Chociaż możesz oczywiście argumentować, że przygotowywanie posiłków jest częścią relacji, dla mnie jest to po prostu więcej pracy niż miłości i odbiera mi zdolność delektowania się resztą. To, co jest dla mnie ważne i co cenię najbardziej, to część relacyjna: więź między mną a moimi córkami. Jestem beznadziejna w robieniu obiadów (lub innych posiłków), ale jestem świetna w rozmawianiu z nimi godzinami. Uczę ich rzeczy o słowach, książkach i grach słownych oraz wyjaśniam że jestem dla nich, bez względu na wszystko.

Nie lubię swojego macierzyństwa, czy coś ze mną nie tak?

Nie, to normalne, że czasem denerwuje Ciebie rodzicielstwo — i dzieci. Ale niektórzy ludzie częściej niż inni mają trudności ze znalezieniem radości w rodzicielstwie. Na początek każdy, kto jest podatny na depresję i lęki. Lepiej radzimy sobie z mówieniem o depresji poporodowej, ale nie jesteśmy tak dobrzy w zrozumieniu depresji i lęku, które mogą pojawić się długo po tym okresie. W szczególności ten rodzaj lęku może wpływać na to, jak się czujemy z dnia na dzień, co wpływa na to, jak czujemy się z naszymi dziećmi.

Bycie częścią pokolenia kanapkowego — opiekowanie się zarówno dziećmi, jak i starzejącymi się rodzicami — to kolejne obciążenie. Jest jeszcze inny typ kobiety, który bardziej nie lubi rodzicielstwa. To ta, która tak naprawdę nie chciała mieć dzieci i czuła presję ze strony męża lub społeczeństwa, aby trzymać się parametrów tego, jaka powinna być kobieta.

Macierzyństwo = stres

Mam własną teorię na temat tego, dlaczego jest to dla mnie szczególnie uciążliwe. Ma to związek z tolerancją na stres. Jest to psychologiczna mowa o umiejętności radzenia sobie ze wzlotami i upadkami. Wstrząsami i siniakami życia bez poczucia, że ​​chcesz biec do łazienki i płakać. Mój własny próg jest żałośnie niski. Podczas nieuniknionych napadów złości, niekończących się trudnych faz i niezliczonych wyzwań rodzicielskich czuję się głęboko nieswojo. Bardziej niż ludzie, którzy mogą mieć lepszą zdolność do znoszenia tego rodzaju rzeczy. Ludzie, którzy akceptują wszystko, co wiąże się z rodzicielstwem, z najmniejszym bólem, to zazwyczaj ludzie, którzy są szczęśliwi. Ponieważ spędzają czas w ramach procesu, a nie celu. Aby być szczęśliwszym z tego procesu, pamiętaj, że możesz być szczęśliwy, gdy sprawy nie układają się wspaniale. Możesz być szczęśliwy, gdy twoje dzieci dostają złe stopnie lub są zdenerwowane długim podziałem. To jest w porządku i nie zawsze musisz to naprawiać.

Kluczem jest akceptacja

Istnieje wiele powinności — dotyczących tego, co powinniśmy robić lub jak powinny zachowywać się nasze dzieci — i żadne z nas nie zawsze może je spełnić. Zamiast wpadać w pułapkę, rób to, co jest dobre dla ciebie, a nie dla twojego sąsiada. Chodzi o koncepcję bycia wystarczająco dobrym rodzicem. Wystarczająco dobre jest świetne!

Po rozmowach z wieloma kobietami, zdałam sobie sprawę, że to, co myślisz o rodzicielstwie, polega na zdolności do zaakceptowania braku harmonii. Chodzi o radykalne przekonanie, że dwie przeciwstawne idee mogą współistnieć w tym samym czasie. Że można kochać swoje dzieci ponad wszystko, jednocześnie nienawidząc wielu codziennych obowiązków związanych z macierzyństwem. Matka może czasami irytować się stylem życia, ale nadal kocha swoją rodzinę. I w końcu chodzi o nadanie temu nazwy i mówienie o tym. Przyznanie się do wszystkich brzydkich i zagmatwanych rzeczy rodzicielstwa. Przed sobą, moim mężem i moimi przyjaciółmi – to mi ​​pomogło faktycznie odzyskać spokój, w jaki zaprzeczanie lub utrzymywanie tego w sekrecie nie pomogło. Nienawidziłam dzisiejszego śniadania i zacisnęłam zęby przez kolejny poranny krach. Ale mój dzień nie jest zrujnowany. Te chwile były chaotyczne, ale już minęły. Większy obraz jest ważniejszy i jest piękny.

*imiona osób zostały zmienione na potrzeby tego artykułu

Dołącz do nas lub napisz